Sport czy degeneracja
Postawienie tego pytania w odniesieniu do dzisiejszych realii, a raczej postępu środków odurzających zaczyna nabierać kluczowego znaczenia. W dobie “smile” shop’ow wyrastających jak grzyby po deszczu, coraz wiecej ludzi wpada w wir otępienia, który wciągając słabe jednostki, w ostatecznym rozrachunku prowadzi do upadku. Widok kogoś, kto biega nażarty tabletami, to widok codzienny. Ten widok zmusza mnie do postawienia sobie pytania, czy owe magiczne sklepiki, zrewolucjonizowały dostęp do specyfików, które zapewniają czasową przemiane w parówe. Nie raz, nie dwa, miałem okazję widzieć typów, nakręconych pigułami i jeszcze żaden z nich, nie wypadł w moim ogólnym odczuciu pozytywnie. Czy zatem uciekanie od problemów codzienności i popadanie w tego typu środki, to właściwy sposób na życie? Bo jeśli rozwiązywanie dylematów czy upiększanie sobie życia, ma sprowadzać się bezustannie do ogłupiających specyfików, to przyszłość połowy młodych osób, stoi pod znakiem zapytania. Sytuacja staje się poważna, z powodu dużego zainteresowania, zapotrzebowanie rośnie, a hieny otwierają następne smile shop’y, nakręcając tym samym całą atmosferę i zachęcając do ćpania. Ci którzy wcześniej tylko jarali ziółko i twierdzili, że po tablety nie sięgną, poszli jednak naprzód widząc jak szeroki asortyment mogą im zaoferować nowo powstałe budki. Dochodzi do tego, że coś co dawniej było traktowane jako rzecz nienormalna, dziś nabiera zupełnie innego, “pozytywnego wymiaru”. Osoby, które jeszcze do niedawna wolały iść pobiegać, wykazać jakąkolwiek aktywność fizyczna, dziś w dużej mierze, wolą postawić na gruby melanż, zahaczając po drodze o całe to gówno, ciągnące w dół własną kieszeń i stabilność życiową, która jeszcze do niedawna wydawała się być niezachwiana. Masa pikników, sezonowców, którzy zabierają się do treningów, rezygnując po dwóch miesiącach, na rzecz fajnego, pozbytego kreatywności, imprezowego życia, to ludzie słabi. Oczywiście znajdą się też Ci, którzy trenują i w międzyczasie jadą na ostro z wszystkimi dostępnymi pokusami. Nie uwierze jednak, że całość idzie w parze, bo na dłuższą mete każdego dotknie poczucie zeszmacenia, podpartego chociażby setkami złotych wydanych na cel przynależności do zaćpanego motłochu, który niewiele sobą reprezentuje. Nie twierdze też, że sport to jedyna właściwa droga i trzeba dla niego wszystko porzucić. Jednak podążanie za zdrowym rozsądkiem, to cecha, której powszechnie zaczęło brakować i jeśli miałbym wybierać, na który styl życia postawić, to bez wahania pójdę w kierunku fizycznego postępu, lub innych, ciekawych, kreatywnych pasji niż osiedlowego pogrążania samego siebie i degeneracji.



